wtorek, 6 sierpnia 2013

wyznawcy

Spotykają się w przedziwnych miejscach, mrocznych, chłodnych, koniecznie bardzo tajemniczych. Uzbrojeni w broń o lufach różnej maści, kalibru i ogniskowej, pstrykają i kręcą obrazy pełne grozy...
 (zdjęcie z planu filmu "Bal utracony", reżyseria: Amadeusz Andrzejewski, foto: violavia)

szlachetne zdrowie

"Julian Blicharski, hematolog, określa mianem zdrowia samosterujący proces utrzymywania równowagi między zjawiskami powstawania (anaboliza) i rozkładu (kataboliza) - w płaszczyźnie somatycznej, integracji i dezintegracji w płaszczyźnie psychicznej, otwarcia się (syntonia) i zamknięcia (dystonia) - w płaszczyźnie społecznej oraz równowagi między tymi trzema płaszczyznami w granicach przyjętych za normalne."
Julian Aleksandrowicz "Sumienie ekologiczne", Wiedza Powszechna, Warszawa 1988

Cóż za wyczerpująca definicja!

czwartek, 1 sierpnia 2013

panta rhei

Zapędziłam się. Gdy niemal całkowicie pogubiłam w meandrach różnych spraw, poplątałam wszystkie nici-wątki, raptownie i niespodzianie zatrzymałam się i zadumałam nad tym węzłem. Moja podświadomość przetrawiła w ukryciu wchłonięte bodźce, nadała im tajemne znaczenia i "wypluła" do świadomości rezultat tych zabiegów w postaci komunikatu: STOP! Może gdzieś pod powierzchnią codziennych myśli snuły się zamglone reflesje, mimowolne analizy i wątpliwości?  Z informacyjno-interpersonalnego szumu zaczęłam stopniowo wyławiać przefiltrowane informacje jak kawałki wieloelementowej układanki, z rosnącym zdziwieniem i zaciekawieniem widząc, co z nich może powstać.
Za dużo wszystkiego. Za mało czasu na wszystko. Może powinnam mniej spać? I ciągle chcę więcej - i jeszcze, jeszcze - kolejne pomysły, wizje, trzeba zdążyć skosztować wszystkiego i cały czas wierzyć, że będę mogła zatrzymać radość na zawsze. Nie zgadzam się na utratę czegokolwiek! Mogę mieć wszystko!
A może nie wybierać niczego? Unikać? Zamknąć się w szczelnej skorupie? Skoro każde zaangażowanie grozi przykrością, skoro pożegnania są smutne, przykre, trudne? Jeśli nic nie będę miała, nie będę musiała przez to przechodzić. I tak wszytko idzie na marne. Może lepiej zwinąć się  w smutny kłębek i tak przeleżeć życie samotnie?
Każdy wybór jest równocześnie rezygnacją. Każdy początek pożegnaniem.
(Wiem o tym. Tylko co ja mam począć z tą wiedzą?)
I dalej: każda chwila jest tylko... przez chwilę - i staje się chwilą minioną. Jak odnaleźć spokój w ciągłym ruchu na trasie "będzie-jest-była"? Jak nie zakleszczyć się w pułapkach przyszłych planów, wizji albo przetrawiania wciąż na nowo przeszłości?
Aż pewnego dnia w tym gąszczu myśli, wątpliwości, pytań i ryzykownych pomysłów pojawiło się ziarenko, z krórego nieśmiało zaczęła kiełkować odpowiedź.
To prawda, że mogę robić mnóstwo ciekawych, twórczych, dobrych rzeczy, przeżywać przygody i niezwykłe spotkania, znajdować inspirację i tworzyć coś wartościowego. Prawdą jest także to, że pożegnania i straty bolą, że angażowanie się obarczone jest ryzykiem. Że wszyscy w końcu umrzemy, nie osiągnąwszy ideału. Że wszystko przemija.
Jedyną trwałą rzeczą jest ciągłość mojego doświadczenia, a właściwie doświadczania świata, ludzi, wydarzeń, emocji. To chyba jedyny sposób uchwycenia ulotnych chwil - przeżywać je. Zapamiętywać, zapisywać w czeluściach neuronalnych sieci; ostatecznie tworzy mnie wszystko to, co przeżyłam. Wiem, że nic się już nie powtórzy. Może będzie podobnie, ale nigdy tak samo. I właśnie dlatego każdy moment jest unikalną okazją do wzbogacania siebie, świadomego czerpania, ładowania wewnętrznych baterii i budowania wewnętrznej siły.
Jest w tym wszystkim trochę wzruszenia, garść entuzjazmu i szczypta smutku, godzenie i otwieranie się, gotowość i wszechowładniający spokój. Jest dobrze.
 

środa, 31 lipca 2013

antidotum

myśli snujące się jak srebrne nitki babiego lata
obrazy trwające krótko jak mgnienie oka
ulotne chwile uchwycone i zapamiętane
zatrzymać
na zawsze

moje antidotum na przemijanie